Strona główna

Republique of iMagination




W minimalnych odstępach, nadrabianych nagromadzonym pośpiechem, umiejętnie klucząc przez labirynt przeszkód, wymijają mnie człekokształtne postacie. Wyraźnie różowe, przepełnione kiczem, pełne przekonania o wyższości, nieskalane myślą równo maszerują naprzód. Obrzucona lepką pogardą, przyprawiona niegroźnym szaleństwem, baletnicze po chodnikowych płytach. Pod murami snuje się brud. Paranormalne związki w każdym zakątku tv, trzydzieści trzy i pół męża w szafie. Szlafrocze się między wanną, a sypialnią w poszukiwanu grzebienia trosk. Bóg co jest wszędzie zaspał, samotne śniadanie, deserowe mdłości. Marzenia o dzieciach, takich małych, własnych, niedoskonałość pełnoletności. Krytyczny wzrok kota i już wiem gdzie jest moje miejsce. Zasiadam do pisania na pralce co wirując, lekko podryguje w takt mozarta. Dobrze, że chociaż ona, skoro ja nie słyszę. Ukołysana zamykam oczy i uskuteczniam przeprowadzkę do małego domku na prerii wyobraźni, gdzie dowoli mogę myć okna, gotować zupę i robić kanapki. Gdzie brak mijesca na tematy trywialnie ważne, seks i trochę filozofii, nie doskwiera jak tu. A w tle co na obiad. We wspomnieniach wiruje bliżejnieokreślony obraz doskonaleokreślonego Go. Pomiędzy nami powietrze, nawet ani trochę gęstsze niż pozwala na to słońce. Zero słów, dwa uśmiechy, jak syrop na kaszel. Zrywam złocistość kwiatów i przerażona fałszywością ciskam w tył, za siebie, byle dalej śmierdzący pocisk. Sukienka zsuwa się z ramion. Za pomocą palców. Moich własnych. Po ciemku kładę się spać.


confiteor 2006-06-28 12:23:47
skomentuj (3) _____________________________________